W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
Dzisiaj jest 17 września 2019 | Imieniny: Franciszka, Hildegardy, Roberta
Header

Aktualności

„Smoleńsk” jednak dzieli

2016-09-07

W poniedziałkowy wieczór Teatr Wielki w Warszawie pękał w szwach. Gmach budynku zaszczycili swoją obecnością między innymi prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło i prezes Jarosław Kaczyński. Pojawił się również Piotr Kukiz z córką oraz Antoni Macierewicz. Głośno było także o zaproszeniu kontrowersyjnej celebrytki Dody, która jednak ostatecznie do Teatru Wielkiego nie przybyła. A wszystko to po to, by po raz pierwszy, uroczyście wyświetlić film „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauzego.


Miał jednoczyć

W wielu wywiadach Antoni Krauze podkreślał, jak ważnym i osobistym filmem jest dla niego „Smoleńsk”. Mówił również o tym, że zawirowania w produkcji sprawiły, że obawiał się, czy projekt w ogóle zostanie ukończony. W końcu, po dwóch trailerach i zmianie daty premiery, filmowa historia jednego z najtragiczniejszych zdarzeń w dziejach Polski, ujrzała światło dzienne.

Mimo tajemniczej informacji, która obiegła media, jakoby część z aktorów wstydziła się wzięcia udziału w produkcji, odtwórcy głównych ról do końca wspierali Krauzego. Do takich osób należał Lech Łotocki, który wcielił się w prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - Wiele emocji towarzyszyło tej roli. Zastanawiałem się, czy podołam. Ten dzień [premiera - przyp. JS] to święto dla całej ekipy. - mówi w emocjonalnym tonie Łotocki i zaraz dodaje. - Cały czas mam nadzieję, że ten film ma szansę zakopać rów z podziałami. Nawet najboleśniejsza prawda wyzwala i łączy.

Mimo nadziei i zapewnień Łotockiego, „Smoleńsk” jest filmem, który zbiera skrajnie różne recenzje. Takiej różnicy zdań nie generowała nawet „Historia Roja”, o której, jeszcze niedawno było bardzo głośno za sprawą nieprzyjęcia do konkursu głównego na Festiwali Filmowym w Gdyni.


Skrajne opinie, skrajne emocje

Nie ukrywajmy, że najważniejszą opinią na temat filmu, na którą czekali twórcy i widzowie była ta wydana przez Jarosława Kaczyńskiego. Tragedia smoleńska nie tylko bezpośrednio dotyczy polityka, ale również, według nieoficjalnych informacji, mówi się, że Kaczyński nie był zadowolony z pierwotnej wersji filmu, dlatego zdecydowano się go przemontować, przesuwający tym samym datę premiery. Nic więc dziwnego, że opinia prezesa okazała się tak wyczekiwaną. - To jest film, który po prostu mówi prawdę. - stwierdził Kaczyński, wskazując również na artystyczną wartość obrazu, który, według polityka, mówi tę prawdę poprzez zręcznie uknutą intrygę. - Choć to tragedia, to mogę powiedzieć, że reakcja na film to po prostu radość, że film jest. - kontynuował, dodając, że „Smoleńsk” powinien zobaczyć każdy Polak, który chce znać prawdę.

Pozytywne opinię podziela Grzegorz Wierzchołowski, filmoznawca, który swoją recenzję „Smoleńska” opublikował w portalu niezalezna.pl. Zwraca jednak również uwagę na wady filmu. - „Smoleńsk” jest filmem nierównym, chropowatym, momentami pozbawionym dramaturgicznego oddechu, ale jako całość zdecydowanie się broni. I to zarówno przed zbyt zjadliwą krytyką jego artystycznych walorów, jak i przed atakami proputinowskich cyngli. - zaczyna autor. Wierzchołowski wskazuje, że niektóre sceny mogłyby zostać lepiej nakręcone, a postać dziennikarki Niny, zagranej przez Beatę Fido lepiej zarysowana psychologicznie. Mimo minusów, autor uznaje jednak film za zdecydowanie wart obejrzenia. - Na kimś, kto podejdzie do filmu bez uprzedzeń, nagromadzenie faktów na temat medialnych manipulacji, tajemniczych śmierci i naukowych ustaleń ws. katastrofy powinno zrobić wrażenie. - wskazuje autor.

Lech Łotocki jako Lech Kaczyński

Kilka osób, które wzięły udział w premierowym pokazie „Smoleńska”, zajmuje stanowisko gdzieś pomiędzy pochwałami i krytyką. Do takich należy Paweł Kukiz, który po pokazie, na antenie radia RMF FM stwierdził, że: - W filmie na pewno jest duch, jest coś przejmującego, ale jest mnóstwo niezbyt profesjonalnych wpadek.

Wielu dziennikarzy, którym udało się obejrzeć obraz w czasie uroczystej premiery, nie pozostawia jednak na „Smoleńsku” suchej nitki. - Ten film zawodzi pod względem artystycznym i to jest mój największy zarzut. W tym filmie zabrakło prawdziwego ładunku emocji i artystycznych przeżyć. - powiedziała Katarzyna Janowska, szefowa działu kultura w portalu onet.pl i dodała – Jeśli miałabym oceniać pod kątem artystycznym, to na sześć możliwych gwiazdek nie dałabym żadnej. - puentuje krytycznie Janowska.

W przeciwieństwie do recenzentki Onetu, która starała się podkreślić różnice między wartością artystyczną i ideologiczną, absolutnie krytycznie podeszła do filmu Wiktoria Beczek z portalu gazeta.pl, która w swojej recenzji negatywnie odniosła się do „Smoleńska”. - Nie jestem wielką kinomanką, ale tak złego filmu jeszcze nie widziałam. - zaczęła Beczek. - Film jest koszmarnie chaotyczny i od pierwszych minut nie pozostawia złudzeń, co do przyczyn katastrofy. Już w drugiej scenie pojawia się rosyjski samolot, który nad lotniskiem Sierwiernyj zrzuca ładunek, co od razu przywodzi na myśl sztuczną mgłę.

Zdanie Beczek zdaje się podzielać Roman Pawłowski z Wyborczej, który wskazuje, że w filmie nie ma żadnych niedomówień i już pierwsze sceny sugerują, kto zabił prezydenta. - Kiedy jednak fantazje stają się narzędziem polityki, kiedy zmyślenie podaje się jako niepodważalną prawdę – pisze Pawłowski. - wtedy kończy się sztuka, a zaczyna propaganda kłamstwa.


Tak różne opinie na temat „Smoleńska” mogą wynikać z wielu czynników, z których najważniejszym wydaje się orientacja polityczna. I tutaj chyba leży największy problem filmu Krauzego – nie da się go oceniać w oderwaniu od bieżącej sytuacji społeczno-politycznej. Oglądając „Smoleńsk”, patrzy się na prezentowaną w nim historię przez pryzmat dążeń ekipy rządzącej do poznania prawdy o tragedii, która naznaczyła historię naszego kraju. Zapewne takie podejście do filmu wynika z niewielkiego dystansu czasowego, który dzieli nas od katastrofy. Zapewne „Smoleńsk”, który powstanie za kilka dekad będzie bardziej obiektywny i odpolityczniony. Póki co, większość osób obejrzy „Smoleńsk” w kluczu politycznym i tego Krazue powinien był się spodziewać.

JS

Zaproszenie na uroczystą galę - Narodowe Dobro 2019
Powoli kończą się wakacje
W sezonie ogórkowym liczy się przede wszystkim sport i wypoczynek
Sezon budowlany rozpoczął się na dobre wraz z nastaniem typowo letniej aury
Majówka jak i cały sezon wiosenno-letni zwykle sprzyjają wspólnemu grillowaniu i rodzinnym wypadom za miasto

Rozgoryczenie producentów rzepaku jest ogromne
Napędzają maszyny, ciągną przyczepy i urządzenia rolnicze
GUS opublikował dzisiaj wstępny szacunek głównych ziemiopłodów rolnych i ogrodniczych
Technologia w służbie naturze – GPS pozwala ratować pszczoły Kradzieże uli to prawdziwa zmora hodowców pszczół i producentów miodu
Nadeszły żniwa
Pogoda Warszawa z serwisu

Patronat
  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl

  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl


  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl