W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
Dzisiaj jest 19 września 2019 | Imieniny: Januarego, Konstancji, Teodora
Header

Aktualności

Uwaga! Seryjny samobójca atakuje

2016-10-07

W polskiej przestrzeni publicznej bardzo dużo miejsca i czasu poświęca się domniemanemu "zamachowi smoleńskiemu". Popieranie bądź negowanie tego zarzutu jest na dziś dzień mało racjonalne, ponieważ nie mamy głównego dowodu, czyli wraku. Ciała ofiar w zdecydowanej większości nie były poddawane badaniom polskich lekarzy medycyny sądowej. Nagrania z czarnych skrzynek przez wielu uważane są za zmanipulowane. W całej tej propagandowej wojnie smoleńskiej zaczyna rodzić się nowy wątek - to samobójstwa i tajemnicze zgony osób związanych (bardziej lub mniej) z katastrofą prezydenckiego Tupolewa pod Smoleńskiem.

Zaczęło się w przeddzień Wigilii 2009 roku...

Grzegorz Michniewicz był dyrektorem generalnym Kancelarii Prezesa Rady Ministrów od 2008 roku. W latach 1999 - 2007 był pełnomocnikiem do spraw ochrony informacji niejawnych w Rządowym Centrum Legislacji. Michniewicz miał certyfikat dopuszczenia do najściślej strzeżonych państwowych tajemnic. W nocy z 22 na 23 grudnia 2009 r. w swoim domu w Głoskowie pod Warszawą Michniewicz popełnił "samobójstwo". Po roku prokuratorskiego śledztwa, sprawę umorzono. Rodzina ma wiele wątpliwości wobec działań prokuratury. Lekarz prowadzący sekcję zwłok nie określił nawet godziny zgonu Michniewicza. Ostatnim znakiem życia był jego SMS do szefa KPRM Tomasza Arabskiego. Dzień przed śmiercią między urzędnikami doszło do małego konfliktu o finanse - dokładniej o likwidację dodatków funkcyjnych dla dyrektorów w urzędach centralnych i wprowadzenie dodatku dla urzędników służby cywilnej. Michniewicz miał być nieformalnym "rzecznikiem" dyrektorów. Przed śmiercią esemesował z córką. Podziękował jej za książkę podróżniczą i stwierdził, że kocha podróże. Odpisał mi, że bardzo lubi podróże, że nic innego mu w życiu nie pozostało, chyba że ktoś mu to życie odbierze - mówiła córka zmarłego. Następnie rozmawiał na Skypie ze znajomym - Pawłem Gutowskim. Gutowski twierdzi, że Michniewicz był pijany i tłumił płacz.


Rodzina twierdzi, że Grzegorz Michniewicz nie miał powodów by targnąć się na życie. Nie miał długów ani problemów rodzinnych. Prokuratura w śledztwie wymieniała wątek choroby nowotworowej, który mógł być motywem samobójstwa. Jeden ze współpracowników zeznawał, że zmarły żalił się, że ma raka i ktoś z jego najbliższych miał umrzeć na tę chorobę. Matka Michniewicza mówiła o jego stresie wynikającym z pracy w kancelarii PRM. "Bardzo zdziwiło mnie jego stwierdzenie w czasie ostatniej rozmowy, że nie wie, jak długo jeszcze wytrzyma to poniżanie przez Arabskiego" – zeznała. Dlaczego nieżyjący dyrektor był utożsamiany z katastrofą smoleńską? W dniu jego śmierci do Polski wrócił wyremontowany w Samarze Tu-154M. Cały przetarg na remont, który był sfinalizowany w kwietniu wzbudzał wiele kontrowersji. Prace remontowe przeprowadziły dwa konsorcja, których właścicielami byli: Oleg Deripaska, podejrzewany o pranie brudnych pieniędzy i kontakty mafijne oraz Siergiej Czemiezow, były agent KGB, znajomy Władimira Putina. Znacznie głębszą wiedzę na ten temat miał Michniewicz, przez którego ręce przechodziły niemal wszystkie dokumenty, także te tajne.

Nie można jednoznacznie stwierdzić czy remont prezydenckiego samolotu był powodem targnięcia się na życie. Tak samo nie można twierdzić, że przyczyną był konflikt z Arabskim czy też choroba nowotworowa. Jako dyrektor generalny z pewnością narażony był na niesamowity stres. Być może to zwykły akt desperacji będący wynikiem depresji. Być może Michniewicz stał się ofiarą "seryjnego samobójcy", ponieważ posiadał ogromną wiedzę na tematy ściśle tajne. Nagła śmierć urzędnika spowodowała, że przez długi czas będzie wielką zagadką.

Angażowali się w wyjaśnienie przyczyn katastrofy

Katastrofa smoleńska podzieliła nie tylko polityków, ale i naukowców. Wielu z nich zaczęło badać ją na "własną rękę". Nieliczni zabierali głos w mediach. Media nieprzychylne rządowi zaczęły przedstawiać osoby, wg których wątek zamachu był bardzo prawdopodobny. Jedną z takich osób był profesor Stefan Grocholewski, brat polskiego kardynała Zenona Grocholewskiego,. Był wybitnym inżynierem, pracownikiem Politechniki Poznańskiej. Był jedynym w Wielkopolsce biegłym sądowym w dziedzinie fonoskopii. Wśród jego zainteresowań naukowych znalazły się: automatyczne rozpoznawanie mowy, synteza mowy, weryfikacja i identyfikacja mówców, zastosowanie technologii mowy w rehabilitacji medycznej. Wyznawcy teorii spiskowych insynuują, że był on kolejna ofiarą "seryjnego samobójcy" po tym, jak wykrył manipulacje w nagraniach czarnych skrzynek z Casy, która rozbiła się w Mirosławcu. Kardynał Grocholewski podczas mowy pogrzebowej mówił, że brat odszedł z powodu choroby nowotworowej. Wydaje się zatem, że był to czysty zbieg okoliczności.

Kolejną osobą, która miała styczność z katastrofą smoleńską był profesor Marek Dulinicz. Wraz ze swoją grupą archeologów miał przeprowadzić prace badawcze na terenie upadku Tu-154M. Dulinicz miał być inicjatorem tej ekspedycji. Aktywnie starał się o przyspieszenie wyjazdu. Zginął wraz z żoną, Grażyną w wypadku samochodowym. Po kilku miesiącach od śmierci polscy archeologowie przeprowadzili badania w Smoleńsku, ale były one prowadzone na potrzeby rosyjskiej prokuratury. Każde znalezisko będące dowodem w śledztwie mającym ustalić przyczyny katastrofy, było od razu oddawane Rosjanom. Policja ustaliła, że był to zwykły wypadek, do którego doszło z winy żony profesora, która feralnego dnia prowadziła auto. Dla jednych to czysty zbieg okoliczności, dla innych kolejna ofiara "seryjnego samobójcy".

Kolejnym przypadkiem tajemniczego zgonu jest Eugeniusz Wróbel, doktor nauk technicznych, urzędnik państwowy. W latach 2005 - 2007 był sekretarzem stanu a następnie podsekretarzem w Ministerstwie Transportu. Wróbel był specjalistą od komputerowych systemów sterowania samolotem, ekspertem z dziedziny lotnictwa. Przeprowadził własną analizę „wypadku” TU-154M, wskazującą, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Podawał w wątpliwość, że wrak na Siewiernym to Tu-154M 101. W październiku 2010 córka Eugeniusza Wróbla zgłosiła jego zaginięcie. Okazało się, że poszukiwany nie żyje. W toku śledztwa ustalono, że poćwiartowane zwłoki Eugeniusza Wróbla zostały wrzucone do Zalewu Rybnickiego. Zbrodni miał dokonać syn, który został uznany za niepoczytalnego i osadzony w zakładzie zamkniętym. Zwolennicy teorii spiskowych krytycznie odnoszą się do tego zarzutu tłumacząc, że gdyby syn zmarłego rzeczywiście był chory psychicznie to z pewnością zauważyłaby to jego matka, która jest psychiatrą. Jednak w wyniku śledztwa ustalono, że Grzegorz W. (syn) był tego dnia w pobliżu rybnickiego zalewu. W trakcie przesłuchań Grzegorz W. pod naporem pytań przyznał się, że tam właśnie porzucił ciało ojca.

Lepper i Petelicki - symbole seryjnego samobójcy?

Wśród licznych tajemniczych zgonów, które wymienia autor filmików mamy także wspomniane samobójstwa Andrzeja Leppera i generała Sławomira Petelickiego. Zwolennicy teorii "seryjnego samobójcy" uważają, że tych dwóch ważnych Polaków stało się ofiarami służb. Andrzej Lepper wielokrotnie mówił, że jest w posiadaniu dokumentów, które wskazują na mafijne powiązania i niejasne interesy wielu polityków. Podczas debaty w Sejmie nad odwołaniem z funkcji marszałka atakował posłów Platformy Obywatelskiej. Dzień przed śmiercią Lepper miał się spotkać z byłym szefem MSWIA Januszem Kaczmarkiem. Polityk Samoobrony miał zabiegać o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, by przekazać mu kasetę VHS. Na kasecie miało być nagrane miejsce tuż po katastrofie prezydenckiego Tupolewa i 3 strzały, które miały być oddane do ludzi. Lepper miał otrzymać kasetę od Łukaszenki, za pośrednictwem białoruskiego ministra Siemaszko i jego syna, ówczesnego attache handlowego ambasady Białorusi w Polsce. Po śmierci polityka kaseta miała trafić w ręce Ryszarda Kucińskiego, prawnika Leppera. Jak mówił Zbigniew Stonoga - żona mecenasa "została znaleziona martwa, nabita na płot przed swoim domem, gdzie według oficjalnej wersji miała wypaść z okna". Niedługo potem zmarł także sam Ryszard Kuciński. W tym samym roku zmarła także Róża Żarska, która reprezentowała Andrzeja Leppera. Zmarła nagle w Moskwie.

Andrzej Lepper i gen. Sławomir Petelicki

Również i teorie spiskowe dosięgnęły generała Sławomira Petelickiego. To on upublicznił SMS-a, którego otrzymali posłowie Platformy Obywatelskiej zaraz po katastrofie smoleńskiej. Brzmiał on następująco: "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił". Podczas rozmowy z gen. Romualdem Szeremietiewem zapowiadał, że niebawem opublikuje coś, co wstrząśnie opinią publiczną w Polsce. Niestety kilka miesięcy później już nie żył. Petelicki był członkiem Zespołu Ekspertów Niezależnych, który opracował raport „Dlaczego musiało dojść do katastrofy smoleńskiej”. Nie da się ukryć, że był skonfliktowany z obozem rządzącym. Minister Bogdan Klich zdecydował nawet, aby nie przedłużać kontraktów MON dla spółek związanych z Petelickim. Z ekspertyzy balistycznej i z sekcji zwłok wynikało, że przyczyną śmierci był postrzał w skroń z bliskiej odległości, a na ciele denata nie było śladów walki. Dodatkowo na dłoniach generała zabezpieczono mikroślady pochodzące od strzału – to dowód, który można podważyć. Jeden z najbliższych przyjaciół generała tłumaczył, że od pewnego czasu Petelicki miał przy sobie broń. Obawiał się, że ktoś czyha na jego życie. "Mówił, że jeśli gdzieś go dopadną, to tylko w garażu" - dodaje osoba z bliskiego otoczenia generała Petelickiego.

Trudne sprawy...

De facto mamy do czynienia z bardzo zawiłymi sprawami. Być może katastrofa smoleńska jest na tyle tajemniczym wydarzeniem, że osoby chcące ją wyjaśniać i tym samym podważać dotychczasowe ustalenia spotkały się z tzw. "seryjnym samobójcą". Oczywiście śmierć wielu takich osób ewidentnie była naturalna (np. zawał serca czy choroba nowotworowa). Jednak przypadek głośnych "samobójstw" Andrzeja Leppera czy generała Sławomira Petelickiego pokazuje, że nie do końca wszystko jest jasne. To osoby, które naraziły się partii rządzącej. Zwolennicy teorii spiskowych nie wyjaśniają czy zmarli są ofiarami polskich służb czy też rosyjskich. Śledztwa prowadzone przez prokuraturę pokazują, jednak że pytania się mnożą. Te samobójstwa mogą nawet nie być powiązane z katastrofą smoleńską. Wydaje się, że w ciągu najbliższych lat nie wyjaśnimy przyczyny tajemniczych zgonów. Te najbardziej mroczne z pewnością kiedyś zostaną wyjaśnione. Pozostaje mieć nadzieję, że teorie spiskowe zostaną zanegowane bądź potwierdzone dowodami...

BC

Zaproszenie na uroczystą galę - Narodowe Dobro 2019
Powoli kończą się wakacje
W sezonie ogórkowym liczy się przede wszystkim sport i wypoczynek
Sezon budowlany rozpoczął się na dobre wraz z nastaniem typowo letniej aury
Majówka jak i cały sezon wiosenno-letni zwykle sprzyjają wspólnemu grillowaniu i rodzinnym wypadom za miasto

Rozgoryczenie producentów rzepaku jest ogromne
Napędzają maszyny, ciągną przyczepy i urządzenia rolnicze
GUS opublikował dzisiaj wstępny szacunek głównych ziemiopłodów rolnych i ogrodniczych
Technologia w służbie naturze – GPS pozwala ratować pszczoły Kradzieże uli to prawdziwa zmora hodowców pszczół i producentów miodu
Nadeszły żniwa
Pogoda Warszawa z serwisu

Patronat
  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl

  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl


  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl