W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
Dzisiaj jest 20 września 2019 | Imieniny: Eustachego, Filipiny, Faustyny

Aktualności

Prawo i Sprawiedliwość robi krok wstecz

2016-10-21

Sejm przyjął wczoraj polsko-ukraińską "Deklarację pamięci i solidarności". Uchwała wywołała oburzenie posłów partii Kukiz′15 i koła Wolni i Solidarni. Paweł Kukiz "błagał" o przedłużenie prac nad uchwałą. Kornel Morawiecki uważa natomiast, że uchwała nie jest "deklaracją pamięci i solidarności, tylko deklaracją "zapomnienia i oszustwa". Uchwała napisana jest w bardzo umiarkowany sposób. Już na wstępie czytamy: "Wspólnie i jednocześnie przyjmujemy niniejszą Deklarację Pamięci i Solidarności, aby oddać hołd milionom ofiar poniesionych przez nasze narody w czasie II wojny światowej oraz potępić zewnętrznych agresorów, którzy próbowali zniszczyć naszą niepodległość". De facto sporna kwestia dotycząca Wołynia została pominięta.

"Wierzymy w potrzebę intensyfikacji bezstronnych badań historycznych, podjęcia szczerej i przyjacielskiej współpracy badaczy, a także powstrzymywania sił, które prowadzą do sporów w naszych państwach". Można by rzec, że zdanie bardzo potrzebne, tym bardziej dzisiaj kiedy na Ukrainie rosną w siłę organizacje nacjonalistyczne. Jednak to zdanie rodzi wiele pytań. Jak będzie wyglądało owe "powstrzymywanie"?

Cała deklaracja w głównej mierze dotyczy teraźniejszości. Wspomina się o ofiarach "zewnętrznych agresorów". Totalnie pomija się wątek rzezi wołyńskiej. Dzisiejsza deklaracja kłóci się z tą, którą przyjął Sejm trzy miesiące temu. Lipcowa uchwała o Wołyniu mówiła m.in.: "Ofiary zbrodni popełnionych w l. 40. przez ukraińskich nacjonalistów nie zostały należycie upamiętnione, a masowe mordy nie zostały nazwane, zgodnie z prawdą historyczną, ludobójstwem". W dalszej części można przeczytać, że "jedynie pełna prawda o historii jest najlepszą drogą do pojednania i wzajemnego przebaczenia". Dzisiaj okazuje się, że prawdę można pominąć, przemilczeć. Wszystko po to, by wzajemnie się nie drażnić. Reasumując - albo większość parlamentarna się "pogubiła" albo nie chce pojednania i wzajemnego przebaczenia. Takie twierdzenie jest wynikiem prostej logiki.

Zmienne sumienie?

Polska w ostatnim czasie żyła problemem aborcji. Jedni chcieli liberalizacji obecnie funkcjonującego prawa, inni (w tym PiS) domagali się jego zaostrzenia. Początkowo Prawo i Sprawiedliwość opowiedziało się po pełnej radykalizacji prawa aborcyjnego, co wywołało niezadowolenie części społeczeństwa. Następnie w Sejmie odrzucono projekt ustawy liberalizującej aborcję, co wywołało liczne protesty środowisk feministycznych i opozycji. Presja tłumu czy też polityczna kalkulacja doprowadziła do tego, że odrzucono także radykalizujący projekt. To jednak nie koniec! Taka przepychanka słowna i "decyzyjna" trwała dalej. Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu, w którym mówił o konieczności zmniejszenia liczby aborcji. - "Ale będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię. Oczywiście mowa tylko o tych przypadkach trudnych ciąż, gdy nie ma zagrożenia życia i zdrowia matki" - mówił prezes PiS. Całkowicie inaczej mówił jeszcze 9 lat temu. Po tej wypowiedzi Kaczyńskiego głos zabrała rzeczniczka PiS Beata Mazurek. Podsumowała dotychczasową sytuację i zaproponowała dziennikarzom "by puknęli się w głowę". Radykalizacja prawa aborcyjnego odeszła na razie na plan drugi.


Podobnie politycy PiS wypowiadali się w kwestii in-vitro. Znaczna część tego obozu politycznego uważa, że państwo nie powinno finansować tego typu zabiegów. Dodatkowo tłumaczono, że jest to niezgodne z sumieniem ponieważ dokonuje się "eliminowania" zarodków. Głośno mówiło się o projekcie posła Jana Klawitera o ograniczeniu liczby zamrażanych zarodków. Ostatecznie projekt został wycofany.

Niedawno na ekrany powrócił problem legalizacji marihuany leczniczej, dzięki choremu na raka politykowi lewicy (Tomaszowi Kalicie). Bardzo liczna grupa polityków Prawa i Sprawiedliwości opowiedziała się za liberalizacją prawa i dopuszczeniem marihuany dla celów leczniczych. Posłanka Krystyna Pawłowicz miała nawet namówić samego Jarosława Kaczyńskiego. Wszyscy byli zgodni, że w momencie poważnej choroby trzeba szukać ratunku. I takim ratunkiem mogłaby być marihuana. W dalszym ciągu sceptycznie do projektu podchodzi minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł. Miesiąc temu mówił, że "marihuana jest środkiem niebezpiecznym i nie może być udostępniana na zasadach takich, jak witamina C". Kilka dni temu dodał, że legalizacja marihuany leczniczej pozwoli na uprawę konopi na balkonach. Czyli kolejna sprawa stoi w miejscu. Konflikt sumienia a raczej sumień jest widoczny.

Macierewiczowy bumerang

Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. Zmienia się pogoda, zmieniają się ludzie, zmieniają się obietnice Prawa i Sprawiedliwości, nie zmienia się tylko pozycja Bartłomieja Misiewicza. Okazuje się, że sławny aptekarz kończący latami (nie wiadomo jakie) studia znowu powrócił na "PiSowskie łono". Postać młodego człowieka wprowadziła do polskiego słownika pojęcie Misiewiczów. Człowiek, który bez wykształcenia i doświadczenia zajmował miejsce w państwowej spółce powrócił do łask. Sprawa na jakiś czas została wyciszona a postawny mężczyzna przestał być widziany na konferencjach prasowych ministra obrony narodowej. Teraz wraca! W komunikacie MON czytamy, że Bartłomiej Misiewicz "zajmuje się w Gabinecie Politycznym MON analizą dezinformacji medialnych, wymierzonych w bezpieczeństwo państwa". Były rzecznik stał się swoistym bumerangiem Antoniego Macierewicza. Teraz pozostaje tylko czekać czy ustawa zaostrzająca prawo aborcyjne i legalizująca marihuanę medyczną będzie kolejnym bumerangiem. Być może stwierdzenie "Misiewicz" nabierze wówczas innego znaczenia i będziemy go używać dla określenia "powrotu do pierwotnego pomysłu". Bumerang stanie się "misiewiczową zmianą".

BC

Już jakiś czas temu musieliśmy odwiesić do szaf stroje kąpielowe i krótkie spodenki
Zaproszenie na uroczystą galę - Narodowe Dobro 2019
Powoli kończą się wakacje
W sezonie ogórkowym liczy się przede wszystkim sport i wypoczynek
Sezon budowlany rozpoczął się na dobre wraz z nastaniem typowo letniej aury

Rozgoryczenie producentów rzepaku jest ogromne
Napędzają maszyny, ciągną przyczepy i urządzenia rolnicze
GUS opublikował dzisiaj wstępny szacunek głównych ziemiopłodów rolnych i ogrodniczych
Technologia w służbie naturze – GPS pozwala ratować pszczoły Kradzieże uli to prawdziwa zmora hodowców pszczół i producentów miodu
Nadeszły żniwa
Pogoda Warszawa z serwisu

Patronat
  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl

  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl


  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl