W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
Dzisiaj jest 16 lipca 2019 | Imieniny: Mariki, Benity, Dzierżysława
Header

Aktualności

Są żołnierze wyklęci, którzy nadal walczą

2017-03-01

Podczas konferencji, która odbyła się 28 lutego w Sejmie, major Weronika Sebastianowicz powiedziała, że dla Żołnierzy Wyklętych mieszkających na Kresach wojna się nie skończyła. Ofiara represji stalinowskich walczy o godne upamiętnienie żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego na Białorusi. Za tę patriotyczną działalność dwukrotnie stawała przed sądem, nadal uważana jest na Białorusi za "wroga ludu".

Żołnierze Wyklęci na Białorusi

Po niepowodzeniu akcji "Burza" na Kresach Wschodnich, część Armii Krajowej ewakuowała się, aby uniknąć aresztowań i śmierci z rąk NKWD. Setki żołnierzy postanowiły jednak pozostać, aby chronić miejscową polską ludność. Choć do końca 1948 roku praktycznie zlikwidowano większe polskie oddziały partyzanckie i struktury konspiracyjne na ziemiach nowogródzkiej i grodzieńskiej, nieuchwytny pozostał ppor. Anatol Radziwonik "Olech". Był on organizatorem i komendantem nowego ośrodka walki z władzą komunistyczną - Obwodu nr 49/67.

Radziwonik pochodził z ziemi nadniemeńskiej. Przed wojną ukończył Państwowe Męskie Seminarium Nauczycielskie w Słonimiu i pracował w szkole w Iszczołnianach. W 1938 roku wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty w Jarosławiu. Wojna zastała go w Iszczołnianach. Nie wiadomo, czy uczestniczył w wojnie obronnej 1939 roku i kiedy przystąpił do polskiej konspiracji niepodległościowej. Dowodził jedną z placówek konspiracyjnych Obwodu AK Szczuczyn, podczas służby został awansowany do stopnia oficerskiego.

ppor. Anatol Radziwonik

Przeszedł do partyzantki i od zimy 1944 roku dowodził jednym z plutonów. Wydzielony z niego patrol rozbroił posterunek żandarmerii niemieckiej i policji białoruskiej w Możejkowie Małym. W początku lipca 1944 r. „Olech” wyruszył ze swoim batalionem w kierunku Wilna, by wziąć udział w operacji „Ostra Brama”. Oddział nie zdążył na czas, dzięki czemu uniknął rozbrojenia przez Sowietów.

W zaistniałej sytuacji dowódca poprowadził swoich podkomendnych w rejon Szczuczyna, gdzie kontynuował działalność bojową i konspiracyjną. Realia walki z niedawnym sojusznikiem oraz utrudniony kontakt z wyższymi strukturami AK stały się przyczyną powstania wiosną 1945 roku Obwodu nr 49/67, obejmującego teren dawnych powiatów szczuczyńskiego i lidzkiego, nad którym "Olech" objął komendę.

Do tej grupy zgłaszali się licznie młodzi ludzie, gdyż chcieli uniknąć sowieckiego munduru - na terenach zajętych przez Armię Czerwoną ogłoszono pobór do wojska. Do obwodu 49/67 masowo dołączali żołnierze z rozbitych formacji oraz niewielkie samorzutne oddziały partyzanckie. Stan liczebny grupy w 1945 r. NKWD BSRR oceniało na około 800 ludzi, w większości pozostających w konspiracji i zorganizowanych w liczne placówki terenowe liczące od 10 do 50 członków, rozsiane w wioskach zamieszkałych głównie przez ludność polską.

"Olech" rozwinął też ogromną siatkę terenową konspiratorów. Głównym zadaniem, które przed swoimi żołnierzami postawił ppor. "Olech", była obrona ludności polskiej przed terrorem władz sowieckich oraz zbrojna walka w celu utrzymania jedności polskości ziem kresowych do nadejścia wojny Wschodu z Zachodem i powrotu tych terenów do niepodległej Polski.

W szeregach zgrupowania "Olecha" służyli Polacy, Białorusini i Rosjanie. Jednym z patroli dowodził alzacki Francuz, Peter Fic "Francuz", innym "Zielony", czyli Ukrainiec, lejtnant Armii Czerwonej, który zdezerterował z wojska i uchodził w zgrupowaniu za jednego z najbardziej zajadłych antykomunistów. "Olech" nie dopuszczał do żadnych animozji na tle narodowościowym ani religijnym.

NKWD było coraz bardziej rozwścieczone oporem stawianym przez Radziwonka i jego żołnierzy. Niestety, coraz większe nasycenie sił bezpieczeństwa w terenie oraz praca agenturalna zaczęły przynosić skutki. Coraz więcej partyzantów ginęło w walce, a kolejne placówki terenowe przestawały istnieć. 12 maja 1949 roku donos agenta bezpieki sprawił, że NKWD namierzyło oddział "Olecha". Ppor. Radziwonik poległ tego dnia nad rzeczką Niewisza, niedaleko wsi Raczkowszczyzna.

Nieugięta "Różyczka"

W 64 rocznicę śmierci "Olecha", 12 maja 2013 roku, z inicjatywy Fundacji Wolność i Demokracja oraz Związku Polaków na Białorusi, w miejscowości Raczkowszczyzna odsłonięto krzyż upamiętniający Anatola Radziwonika. O zorganizowanie nielegalnego wiecu oskarżono Weronikę Sebastianowicz.

Raczkowszczyzna to maleńka, położona na uboczu wieś z garstką mieszkańców, więc postawiony na prywatnej działce krzyż mógł zostać zignorowany. Wkrótce jednak ′"Grodzieńskaja Prawda" określiła "Olecha" mianem bandyty z maniakalną skłonnością do zabijania, a postawienie krzyża nazwała "ukrzyżowaniem pamięci jego ofiar". W niecałe dwa miesiące po poświęceniu, krzyż ten został usunięty nocą przez nieznanych sprawców.

"Chłopcy, którzy zginęli tam 64 lata temu, do dziś nie mają grobów. Tak samo jak mój brat. Postawić im krzyż to święta sprawa" - mówiła wtedy Sebastianowicz - "Enkawudziści, którzy nas męczyli, są szanowani, dostają odznaczenia państwowe. Jeżeli oni nadal bohaterowie, to co się dziwić, że dla władzy my nadal bandyci". W grudniu 2013 roku, na posesji państwa Lucji i Antoniego Korzeniewskich, krzyż postawiono powtórnie uzupełniając upamiętnienie o głaz oraz tablicę pamiątkową.

Weronika Sebastianowicz, z domu Oleszkiewicz, urodziła się w 1931 roku we wsi Pacewicze koło Mostów. W czasie okupacji sowieckiej i niemieckiej była żołnierzem Armii Krajowej, została oficjalnie zaprzysiężona w wieku trzynastu lat. Wtedy też otrzymała pseudonim "Różyczka".


Weronika Oleszkiewicz, początek lat 50 - tych

W 1945 roku została zaprzysiężona jako członek WiN i kontynuowała walkę w Obwodzie AK Wołkowysk należącym do Inspektoratu Grodzieńskiego AK do swojego aresztowania w dniu 7 kwietnia 1951 roku. Po uwięzieniu była torturowana, została skazana na karę 25 lat pozbawienia wolności, pozbawienie praw publicznych na 5 lat i konfiskatę mienia, ale wyrokiem z 13 lipca 1955 roku karę skrócono do 10 lat pozbawienia wolności. Ostatecznie wróciła z zesłania do Workuty w 1955 roku. Gdy przebywała w łagrze, poległ jej brat Antoni, który wciąż walczył w podziemiu WiN, a otoczony przez sowiecką obławę popełnił samobójstwo.

"Nie chciało mi się żyć, na wyrębie lasu stanęłam tak, żeby ścinane drzewo spadło na mnie. Ale Pan Bóg mnie uchronił. Źle wybrałam miejsce i nic mi się nie stało. Wtedy przeżegnałam się i poprosiłam o wybaczenie Matkę Boską, obiecując, że już nigdy więcej nic podobnego nie zrobię" - wspominała. Po powrocie z łagru Weronika pracowała fizycznie wraz z całą rodziną jako robotnicy niewykwalifikowani.

Od początku lat 90 - tych działa w organizacjach polskich, m.in. jest prezesem nieuznawanego przez białoruskie władze Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi działającego przy Związku Polaków na Białorusi. "Gdybym miała na nowo przeżyć życie, wiedząc wszystko, co się stanie, i tak bym poszła do AK. Zrobiłabym to dla tych wszystkich młodych ludzi, których poznałam, którzy walczyli o wolną Polskę i nie bali się stawić czoła silniejszemu wrogowi" - stwierdziła w 2013 roku.

W czerwcu 2014 r. Sebastianowicz stanęła przed sądem w Grodnie po zbiórce świątecznych paczek dla AK-owców. Z dniem 1 marca 2016 r. została awansowana do stopnia majora WP w stanie spoczynku przez ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza.

28 lutego 2017 roku w Sejmie powiedziała: „Jako Żołnierz Niezłomny rzadko płaczę, teraz jednak nie mogę powstrzymać łez radości, że dzisiaj mamy taki wielki szacunek, tyle powagi, dobrych słów, że chce się żyć i działać dalej. Bo dla nas Żołnierzy Wyklętych mieszkających na Kresach wojna się nie skończyła. Jesteśmy wierni naszej przysiędze, jesteśmy tam, by walczyć o naszą polską ziemię”. W tej walce chodzi m.in. o kultywowanie pamięci o poległych towarzyszach broni - żołnierzach kresowych.

MW, kresy24.pl, wp.pl, wyborcza.pl, wikipedia, interia.pl

Sezon budowlany rozpoczął się na dobre wraz z nastaniem typowo letniej aury
Majówka jak i cały sezon wiosenno-letni zwykle sprzyjają wspólnemu grillowaniu i rodzinnym wypadom za miasto
W tym dniu odbędzie się uroczysta gala "Narodowe Dobro 2019" na Zamku Królewskim w Warszawie
Nadeszła wiosna a przed nami lato
Bociany już do nas zawitały a to najlepszy znak, że prace polowe wkrótce ruszą pełną parą

Continental i John Deere, amerykański lider na światowym rynku w dziedzinie technologii rolniczych, rozpoczynają współpracę w zakresie oryginalnego wyposażenia
Rośliny motylkowate zarówno drobnonasienne, jak i grubonasienne są cenione głównie ze względu na wysoką zawartość białka i korzystny wpływ na żyzność gleby
Fala upałów, która od kilku dni przetacza się przez Europę, jest dobrym przyczynkiem by uczulić przewoźników na to, jak w tak ciężkich warunkach transportować towar, w szczególności produkty szybko zbywalne, a więc żywność, by nie traciła ona na wartości
lisko 400 przedstawicieli najważniejszych podmiotów skupionych wokół polskiego rynku żywności konwencjonalnej i ekologicznej wzięło udział w pierwszym Kongresie Rolnictwa i Żywności Ekologicznej ECO FOOD 360, którego organizatorem był Carrefour Polska
Międzynarodowa Wystawa Rolnicza AGRO SHOW organizowana jest przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych od 1999 roku
Pogoda Warszawa z serwisu

Patronat
  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl

  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl


  • Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców: www.izbaprzedsiebiorcow.pl